czwartek, 9 czerwca 2011

Ursynalia

Potter i ruski szampan - świetne połączenie!

W sumie ten blog nie miał służyć umieszczaniu notek typu "wstałam, zjadłam, kupiłam, pierdłam", ale tegoroczne Ursynalia i późniejszy pobyt w Siedlcach z Avi był czasem tak przyjemnym, że chcę go zapamiętać jak najdokładniej. ¦ Zacznijmy więc od wyjazdu. Pierwszy dzień nie zapowiadał się jakoś najlepiej - nie przespałam w nocy ani godziny, zgubiłam się w podziemiach Dworca Centralnego(!), biegałam dookoła PKiN szukając Avi i unikając nachalnych bezdomnych. Swoją drogą to nadal mam nawyk szukania w okolicy różowej, jaskrawej czuprynki kiedy mam spotkać się z Av. Geju, musisz nosić ze sobą oczojebną flagę jak się spotykamy, blond nie jest wystarczająco odblaskoowy. XD No ale wracając do tematu, jakim jest ciąg wydarzeń od wpakowania się do pociągu jadącego do Warszawy aż po odprowadzenie Avi dnia dzisiejszego. Rozmawianie przez telefon kiedy jest się oddalonym o jakieś 5m rox. XD Później powędrowałyśmy do naszego fav makdonalda, zmordowałam ciastko sezonowe z paciają udającą owoce leśne, wypiłyśmy herbatkę i ruszyłyśmy pod blok Kierzna. Metro to cudowny wynalazek. Błąkanie się po osiedlu i docieranie na miejsce "na czuja" to trochę gorszy pomysł, ale skoro efektowny(mniej lub bardziej świadomie) to całkiem godny wprowadzania w życie. Dotarłyśmy pod, o dziwo, odpowiedni blok, spędziłyśmy trochę czasu rozpuszczając się na czerwonych huśtawkach, a następnie wpełzłyśmy do mieszkania. Harry Potter i ruski szampan to  połączenie wręcz idealne. Aż dziwię się, że nikt wcześniej na to nie wpadł, a skoro wpadł, to że nie opatentował. Tak czy owak - polecam.
O odpowiedniej porze zebraliśmy się do kupy(zawsze to określenie wydawało mi się co najmniej dziwne i niejednoznaczne... ._.) i zataszczyliśmy na Ursynalia(zahaczając po drodze o empik i wyczajając parę weri osom produktów). Na dzień dobry pozbawiono mnie arbuzowego tymbarka i zawiedziono mdłym występem ponoć-bardzo-fajnego zespołu - Proletaryatu. Zupełnie nie rozumiem wszechogólnego zachwytu nad owym zespołem... Zamiast radośnie skakać pod sceną siedzieliśmy na trawie i zastanawialiśmy się kim jest podstarzały jegomość błąkający się parę metrów od nas. Wyglądał dość znajomo i ludzie robili sobie z nim zdjęcia toteż musiał być kimś względnie znanym. No nic, zamiast dociekać prawdy woleliśmy siedzieć/leżeć/pełzać po/na trawie i ogólnie rzecz biorąc nic-nie-robić.
Z Kierznem. Takie tam~ XD 
Po niejakim zwiedzeniu terenu ursynaliowego i obczajeniu lokalizacji najbliższych sklepów całodobowych postanowiliśmy w końcu wziąć nieco czynniejszy udział w zabawie i zagramoliliśmy się pod scenę. Moim skromnym zdaniem, najbardziej absorbujący okazał się Jelonek. Facet potrafi zawładnąć publicznością, sprawić, że nawet taki leń jak Zmo skacze w deszczu wśród ludzi, mimo nieprzespanej nocy i postanowienia oszczędzania swych nikłych sił na Korna. Korna, który nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jakiego się spodziewałam. Właściwie to nie zrobił żadnego wrażenia. Ot tak - koncercik do poskakania, pokiwania się, pośmiania z nader agresywnych osobników. Już bardziej godna uwagi była droga powrotna do domu - miliony kilometrów w burzy. Grzmoty, pioruny, a my na piechotę. Bo nic nie chciało nas podwieźć. Ah ta komunikacja miejska. Nie mam nic przeciwko deszczowi, ale do dziś jestem lekko kichająca. XD
Następny dzień był nieco luźniejszym jeśli chodzi o ilość koncertów do zaliczenia. Pełzaliśmy po Wawie, a na Ursynalia dotelepaliśy się dopiero na dwudziestą - wystarczająco wcześnie aby zaliczyć smętne zakończenie koncertu zespołu Perfekt. Następne było Guano Apes. ŻE-NA-DA. Nigdy ich nie słuchałam i po tym co 'zaprezentowali' nie zamierzam. Podobno wokalistka oberwała w trakcie koncertu trampkiem w twarz - w owej plotce może być ziarno prawdy gdyż następnego dnia znalazłam pod sceną jedną sztukę zielono-czarnego obuwia typu trapek, firmy American. Ostatnim zespołem drugiego dnia Ursynaliów było Alter Bridge. Słyszałam ich po raz pierwszy, ale od tego czasu oficjalnie wielbię. A zwłaszcza pana wokalistę. XD
Cudowne kapkejki. ♥
Ostatniego dnia, zgodnie z planem znaleźliśmy się pod sceną już na samym początku. Co prawda po pewnych komplikacjach(wredna suka w ochronie = moja obróżka, która w poprzednie dni nie była żadnym problemem, musiała zostać przemycona w bucie...), znalazłyśmy się w pierwszym rzędzie obok średnio przyjemnej dziewczynki która wkurwiała nas wprost proporcjonalnie do ilości czasu który minął od rozpoczęcia koncertów. A jak dobrze wiadomo, niektórych ludzi nie należy denerwować.  Zespoły dnia trzeciego: przynajmniej jeden z zespołów rozpoczynających piątkową zabawę skończył grać zanim jeszcze ochrona zaczęła wpuszczać ludzi. Young Guns - ŚWIETNI. Szkoda, że było jeszcze wtedy tak mało osób... Granie dla niemal pustego pola pewnie nie było dla nich zbyt satysfakcjonujące... Oedipus - wbrew przewidywaniom również okazali się całkiem fajni. ^^ Lalalalalalalala. 8D A później... Simple Plan! ♥ To był chyba najbardziej zgniatający koncert na jakim byłam, ale świetny widok, złapane kostki i buziaki od Davida są cudowną rekompensatą za 'zdobyte' siniaki.
Z Avi i Dżonym! 
Następnego dnia wybrałam się razem z Avi na pyszne kapkejki, połaziłyśmy po Wawie, poleniłyśmy się i dotarłyśmy na SIMa. Impreza bardzo pozytywna. XD Żałuję tylko, że nie udało mi się spotkać z Miczqiem, ale trudno. Przede mną jeszcze całe wakacje. ^^ Po SIMie poszliśmy całą, szczęśliwą gromadką do Hitoriego, a nad ranem razem z Avi pojechałam do Siedlec. Niby miło jest wyjechać do znajomych, jednak nic nie zastąpi mi snu we własnym łóżku. Pierwszy dzień w sumie upłynął nam na szeroko pojętym leniuchowaniu, następnie zajmowałyśmy się robieniem zdjęć, oglądaniem filmów(o dziwo każdy był całkiem niezły. ^^), robieniem i spożywaniem pysznego amu i piciu(kremowe piwo! ♥ szkoda tylko, że przy trzydziestu stopniach XD) i ogólnie pojętym cieszeniem się z własnego towarzystwa. Strasznie żałuję, że mieszkamy tak paskudnie daleko od siebie. Byłabym na prawdę bardzo szczęśliwa gdybyśmy były z jednego miasta, mogły się spotykać kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota, realizować od ręki wszystkie głupie pomysły które przychodzą nam do głowy.
Końcówka przyniosła drobne problemy, ale nie szkodzi. I tak ostatni tydzień wspominam cudownie i na pewno długo będę o nim pamiętać. Już odliczam dni do następnego spotkania. Premiero Pottera, nadchodzimy!

W chwilach takich jak ta cholernie cieszę się z nikłej frekwencji czytelników na tym blogu. Ilość popełnionych błędów jest pewnie paskudnie kompromitująca, a i sam tekst nie należy do specjalnie porywających. XD Nie szkodzi - jestem zadowolona, że to tu spisałam, a teraz idę zajadać się bitą śmietaną.

Zmo ♣ 

poniedziałek, 16 maja 2011

Już prawie po

Kocie łby i dźwi. Czyli jedno z niewielu prezentacjowych zdjęć, które jako tako mi się podoba. A skoro jako tako mi się podoba, to czemu by nie wstawić, hm? 
Hah, większość matur już za mną. Pozostał mi jedynie angielski, przed którym się jakoś mega nie denerwuję. 
Miło, miło, miło, nadchodzą moje wieeelkie wakacje. Będę mogła robić wszystko to, na co w roku szkolnym nie miałam czasu. Będę czytała książki, oglądała filmy, spotykała się ze znajomymi, jeździła na konwenty, robiła zdjęcia... Już się cieszę. 
A jednocześnie cholernie boję się, że zmarnuję ten czas. Że będę siedziała w pokoju i wegetowała wtulona w poduszkę. Jakoś mało mam ostatnio motywacji do wypełzania z domu, wyglądania, starania się. Sama nie wiem, ale ogarnia mnie coraz częściej jakieś takie... Poczucie beznadziejności. Potrzebuję kogoś, kto od czasu do czasu wyciągnie mnie z wyra, kopnie w tyłek i wywlecze na spacer/do kina/na koncert. Ktosiu, przybądź. Skądkolwiek. 

Lody KitKatowe są o niebo lepsze od gównianych chipsów z Biedronki. Wiecie? 

Zmo ♣ 

sobota, 14 maja 2011

Poetecerowo.

Uhh, jest sobota. Powinnam zająć się prezentacją maturalną z polskiego, którą mam na poniedziałek, ale jakoś kompletnie nie mam do tego głowy w tej chwili. Zamiast przepisywać bzdety na temat 'zabytków', siedzę i myślę o niebieskich migdałach. A dokładniej o wczorajszej pizzy. Tania i pyszna. ♥ Z brokułami. Muszę częściej bywać w tamtej pizzerii, mają wielki wybór. ^^
W ogóle Zmo była wczoraj na spotkaniu ETC po raz pierwszy od... Dawna. x,x Było bardzo miło, żałuję że ostatnio miałam tak mało czasu na spotykanie się z ludźmi. Trochę zdjęć, parę filmików, dużo miłych wspomnień. Hah, przez was coraz bardziej nie mogę doczekać się wakacji~ Jeszcze tylko pięć dni. Niecały tydzień!
Kuff kuff... Wracam do dłubania w prezentacji.

Zmo ♣

środa, 11 maja 2011

Raz na wozie, pięć razy pod.

Bez owijania w bawełnę - czuję się beznadziejnie. Bardzo.
Po pierwszym zdaniu powinniście zorientować się, że będę się wyżalać, czy jak ktoś woli "pierdolić smuty", toteż w notce nie znajdzie się nic specjalnie interesującego i bardziej wciągającego niż wypociny na blogach trzynastolatek. 
Nadal tu jesteś? Nie zniechęciłam cię? 
Więc pewnie jesteś wielbicielem dram i plotek. Ciekawy jesteś na kogóż to będę zrzędzić. Zonk, drogi czytelniku. Nie padną tu żadne konkrety, żadne imiona, czy nawet pseudonimy. Możesz więc spokojnie kliknąć mały czerwony iksik w prawym, górnym rogu. Won. 
Skoro tu zostałeś musisz być zatem znudzonym internautą, skaczącym od bloga do bloga i czytającym przypadkowe wpisy. Przeczytasz - zapomnisz. Spoko. Mogę więc zaczynać. 
Nienawidzę. Czego? Zarzucania mi bezczynności w sytuacji w której z czystym sumieniem stwierdzić mogę, że starałam się. Co więcej - zależało mi. Robienia ze mnie tej złej, która zawsze ma gówno wartą wymówkę. Na prawdę gówno wartą, skoro tak trudną do podważenia? Wciskania mi kitu, zapominania co zrobiłam. 
I na dodatek dlaczego?! Dlaczego zawsze wszystko musi się ułożyć w jak najbardziej pokręcony sposób? 
I co najgorsze? Przez mój zły humor najczęściej obrywają bogu ducha winne osoby. Jedna, czy dwie mnie wkurzą, a później chodzę zła na cały świat. 
Chyba ponownie muszę nauczyć się nabrać dystansu do ludzi. 

A teraz coś pozytywniejszego, coby nie było, że zmieniam tematykę na typowego emo-blożka. Tak więc porobiłam wczoraj parę zdjęć i jestem z nich na prawdę zadowolona. Oto jedno z nich. 
Reszta jest na moim devie, jeśli ktoś byłby zainteresowany. http://koszmora.deviantart.com/

Kolejny pozytyw - mam już sporo planów, które zrealizuję jak tylko skończą się matury. Spotkania ze znajomymi, których zaniedbałam ostatnio z braku czasu. Już nie mogę się doczekać. ♥ 

Avi, przez cały czas, kiedy miałyśmy się spotkać, poczyniłyśmy całe mnóstwo planów na to, co będziemy u mnie robić. Chyba trzeba to spisać bo inaczej nie idzie zapamiętać. XD Aaaa~ Chcę już! 

Btw oglądałam wczoraj film z Jennifer Aniston. Taki sobie, bardzo przewidywalny, ale było parę śmiesznych momentów. Żona na niby. Można obejrzeć w wolnym czasie.

Zmo ♣

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Need You.

Potrzebuję. Tak, jednak potrzebuję kogoś... Takiego kogoś. I to nie byle jakiego. Kogoś specjalnego, dla kogo i ja będę specjalna. Długi czas myślałam, że nie jest mi to do szczęścia potrzebne, że całkiem nieźle radzę sobie sama. Otóż okazuje się, że nie.

Kochanie, dlaczego cię nie ma? Bądź. Tu blisko. Na wyciągnięcie ręki. 
Ostatnio widziałam cię we śnie. Był bardzo realny. Czy to znaczy, że istniejesz? I czekasz gdzieś na mnie? 
Odpowiedz "Tak.", cholero. 


Jest mi paskudnie samotnie i mimo iż mam cudownych znajomych do których mogę się odezwać kiedy tylko chcę to i tak czuję w sobie ciężką do zapełnienia pustkę. Ohyda. Nie życzę wam. No dobra, życzę paru osobom, ale to taka moja mała złośliwość. Hahah! Tak, niektórzy z was na to zasługują.

Jakaż mamloniasta notka. Obejrzyjcie sobie Chakushin Ari i zapomnijcie o tym, co tu przeczytaliście.

Zmo ♣

środa, 23 lutego 2011

Ferie

Minęła już grubo ponad połowa ferii i z bólem muszę się przyznać, że pierwszy tydzień zmarnowałam na niemal nic-nie-robieniu, jednak z drugiej strony może było mi to potrzebne? Lubię siedzieć w domu i zajmować się sobą. Taka egoistyczna przyjemność.
Znacznie aktywniejszy był weekend. Pojechałam do Krakowa i spędziłam dwa przecudowne dni z Avi i Tov.
Nawet nie spodziewałam się, że będzie to tak wspaniały czas. Uwielbiam nasz niezwykle urozmaicony jadłospis, malowanie włosów, gubienie się w Krakowie w środku mroźnej nocy(Tak! Lubię to! XD), wspólne zasypianie, śniadanie w kapkejkowni i mnóstwo innych rzeczy, które uczyniły ten wyjazd niezapomnianym. ♥
Oby jak najszybciej kolejne takie spotkanie!

Idę podlać Izydora.

Zmo ♣

niedziela, 6 lutego 2011

Porannie

Mówiłam, że będę miała słomiany zapał. Właściwie sama nie wiem, dlaczego tak dawno mnie tu nie było, chyba powodem był brak czasu i ochoty do pisania czegoś bardziej konstruktywnego. No ale - oto jestem. 
Przez ten cały czas było mnóstwo rzeczy o których chciałam napisać - zaczynając od "namacalnych" wydarzeń, a kończąc na moich osobistych małych przemyśleniach. 
W sumie całkiem sporo się działo w ostatnim czasie. 
Bardzo bezproblemowo przebiegło wystawianie ocen, co mnie niezmiernie cieszy. Prawdopodobnie nie bardzo miałabym siłę starać się o jakieś wyższe stopnie toteż z obecnych jestem w pełni zadowolona. 
Mwahu, śniegi topnieją już po raz drugi - mam nadzieję, że tym razem na dobre. Jadąc wczoraj pociągiem przez niemal półtorej godziny miałam przyjemność pogapić się na popodtapiane pola i działki. W sumie całkiem miła odmiana po paromiesięcznej wszechobecności białego paskudstwa. Oczywiście dla mnie miła odmiana, a nie dla ludzi, którzy mają aktualnie mały stawik zamiast trawnika i tymczasowy basen w piwnicy. 
Po raz pierwszy od sylwestra spotkałam się z ludźmi z mangowych. Bardzo cieszę się, że w końcu zdecydowałam się wybrać do Warszawy. To spotkanie znacznie poprawiło mi humor. ♥ 
(A co do serduszka, które przed chwilą umieściłam - o ile wyświetli się ono w notce - odkryłam jak na mojej niechętnej do współpracy klawiaturze robić znaczki. ^^ ♥♦♣♠).


Byłam parę dni temu na Les Miserables. Strasznie mi się podobało. ^^ I był to w sumie jeden z dwóch ciekawych elementów wycieczki. Drugim były Królikowe urodziny i urodzinowe babeczki. Też chcę umieć piec! Chyba spróbuję zrobić w najbliższym czasie jakieś ciasteczka. 


A od momentu w którym zaczęłam pisać notkę coś się wydarzyło. I czuję się paskudnie.

Zmo

sobota, 22 stycznia 2011


Czy ktoś pozna się na czym polega absurdalność tego zdjęcia? Szczerze wątpię, już parę osób próbowało się domyśleć. XD 

Od poniedziałku, przez cały tydzień było mi bardzo różnie, wczoraj wieczorem się jako tako poprawiło. 
Odgrzebałam dzisiaj moją żółtą bluzkę. Lubię luźne koszulki. :3 

Gadam sobie właśnie z Avi. Cieszę się, że jesteś. ^^ To bardzo miłe mieć kogoś takiego jak ty. 

Bwah, jak zwykle strasznie wypocona mi ta notka wyszła. Może później coś dopiszę. 

Zmo

czwartek, 13 stycznia 2011

Snucie pucie

Mam pomysły na parę sesji zdjęciowych. Szkoda, że za cholerę nie mam jak ich zrealizować. Khh... Chętnie polatałabym sobie z Avi i aparatem. Tak jak w listopadzie, kiedy odpowiednia pogoda nadeszła dopiero ostatniego dnia. XD" Cóż, widać jesteśmy jakieś szalenie inteligentne, gdyż to głupi ma szczęście.

Siedzenie w domu jest niebezpieczne. Co chwilę trafiam na ciekawe allegrowe aukcje, tudzież na strony sklepów internetowych i tylko wrodzona niechęć do zakupów na odległość chroni mnie przed bankructwem... Dobrze, że takich sklepów nie ma na ulicach. Droga do domu zajmowałaby mi codziennie ze dwie godziny dłużej i byłabym wiecznie bez kasy. I nie mogłabym się szczycić jak to ładnie udaje mi się odkładać pieniążki. *potrząsa skarbonką, zawierającą pińć złotych, trzydzieści trzy grosze*

Pfah, Kashi powiedziała, że postara się przyjechać do mnie w ferie. Hołp, że jej się uda. Niby znamy się dość krótko, ale... No po prostu "ale'. I chcę się spotkać. ^^
Zdjęcie skubnięte z fotobloga Kashi(pstryknęła Pola) - mam nadzieję, że się nie pogniewa. XD Uhuhu, różowe i tęczowe autobusy rox.

Tak, ferie zapowiadają się przyjemnie - wyjazd w góry z Avi(o którym rozmawiamy niemal codziennie), spotkanie z Kashi, być może spotkanie z Pchełką. 

Zmo

wtorek, 11 stycznia 2011

Izydorze~


Izydor Bambus. Bardzo przyjazna roślinka, rezydująca na mojej półce od paru miesięcy. Lubię kwiatki doniczkowe. Takie mało wymagające jak kaktusy.

Trwa wystawianie ocen. To znaczy, że wkrótce będę musiała wypełznąć spod kołdry i zawlec się do szkoły. Jakoś nie czuję się na siłach. Nie wiem czy to z powodu zimy czy czego, ale zupełnie nie mam chęci do życia ostatnio.
Chciałabym w przyszłości mieć taką pracę, którą mogłabym wykonywać w domu. To by znacznie ułatwiło mi życie.

A teraz idę dalej oglądać X-Menów.

Zmo

niedziela, 9 stycznia 2011

Notka numer czszy

Hah, oto notka numer trzy. W sumie niewiele nowego wydarzyło się od poprzedniego wpisu, więc i ten będzie pewnie paplaniną o niczym.

Lubię leniwie spędzać czas. To jeden z powodów, dla których nie przeszkadza mi tak bardzo fakt, że siedzę chora w domu. Mogę porobić rzeczy, na które normalnie nie mam czasu. Przeszłam spory kawałek Americans McGee's Alice. Jestem usatysfakcjonowana. XD

Jawią się przede mną bardzo ciekawe plany feryjno-górkie. Mam coraz większą ochotę pojechać tam z wami. <3 Będziemy rzucać się śniegiem i bać się nazi zombiaków, hel je. W sumie na prawdę baaardzo dawno nie wyjeżdżałam nigdzie zimą, więc będzie to na prawdę miła odmiana.

Zmieniłam tło bloga. Nie jest to obrazek mojego autorstwa, ale jestem z niego zadowolona. Pewnie przez jakiś czas nie będę tego zmieniać, zwłaszcza biorąc pod uwagę nazwę.

Pam param pam pam. Lubię sok pomarańczowy.

Zmo

środa, 5 stycznia 2011

Jeszcze niemal z zapałem

Tak, trzeba tu coś umieścić, póki blog jest "świeży" i jeszcze mam jako taką ochotę coś pisać.

Hmhmhm, niemal nikt nie wie, że bywam na blogspocie. I dobrze. Mogę trochę popisać... Ot tak. Powyżalać się bez obawy, że zostanę posądzona o pozerstwo, wypocić parę notek zwanych "wstałam, zjadłam, zrobiłam kupę" i nikt nie powie, że przynudzam. Jeśli to czytasz to istnieje spore prawdopodobieństwo, że trafiłeś tu przypadkiem - nie znamy się więc nie interesuje cię ani moje życie ani przemyślenia - kliknij więc "wstecz" i nie zmuszaj się do czytania.
Tak, jak widać lubię pisać od rzeczy. Opowiadać o mało ważnych pierdołach. O tym, że zjadłam dzisiaj ulubioną czekoladę, jaki film obejrzałam, czy znowu spóźniłam się do szkoły.
Cóż, czekolady w zasadzie nie zjadłam. Pomarańczowy Lindt nadal leży na stoliku, za to obejrzałam trzy filmy. Dwa z Johnnym Deppem. A do szkoły się nie spóźniałam. Nawet tam nie byłam. Leżę z gorączką i tulę poduszkę.

Uh, jak to dobrze, że tego nie czytacie. Kimkolwiek mielibyście być.

A teraz sprawy czysto techniczne. Muszę sobie znaleźć jakieś ładne tło na tego bloga. Nie jestem ani trochę usatysfakcjonowana wyborem jednego z przykładowych obrazków.

Mam nadzieję, że wszystko zmieni się na lepsze. 
I nie mówcie, że nadzieja matką głupich.


Zmo

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Początek, hm?

Długi czas nosiłam się z zamiarem przeniesienia z wordpressa na blogspota - w końcu stało się. Początek nowego roku czasem zmian? Być może, aczkolwiek jakoś nigdy w coś takiego nie wierzyłam. Nie robiłam długich list postanowień - drażniło mnie to.

Od razu zapowiadam, że nie będę tu prowadziła regularnego dziennika. Oczywiście na początku na pewno towarzyszył mi będzie większy zapał, ale to zapewne stan przejściowy. I w sumie nie jestem w tej kwestii zbyt oryginalna.
Ktoś kiedyś napisał na pewnym blogu, że w przypływach złego humoru umieszcza częstsze i dłuższe notki. Chyba mam podobnie, więc życzcie mi, abym nie rozpisywała się zanadto. Albo żebym nauczyła się pisać również o radościach.

Zmo